kana
Ten ktoś siedzi mi W głowie Pokazałem mu od początku Jak palić fajki Alko pić I trawę palić Bo on wybrał trawę W niej znalazł spokój Zrozumienie się Kto to wie Co jeszcze Jak widziałem że poleciał Kupe lat Wzialem telefon Napisałem smsa Proszę pani pani syn jara trawę kupę lat Jak nie wierzysz w plecaku ma Mama przejęła się Wyjebała do innego miasta Ja wspierałem go Dzwoniłem jak tam jest Po pół roku wrócił tu Na święta Pierwsze co Kupił jazz No i zjarał się Wtedy mu powiedziałem Jak to było Miał to w dupie mówię wam Ważne że była faza Na siłę nie da pomoc się I przestalem Ja nie bałem się Przyznać mu Ja myslalem podziekuje a tu taki chuj Kiedy przyszedł do mnie Mówię tak Mam trawę palimy? Oczywiście że tak Była pizda fajna w chuj No i piwko saczylo Na ogrodzie głosnik mocny bass trzymał nas Nie zapomnę jego wzrok On nie przyszedł dla mnie Tylko aby bawić się To bolało mnie Jego zachowanie Lata fazy Dziury w bani Problem z mową Jakby w głowie dzieciak mówię wam Trawa tak działa przez kupę lat Późna noc Idziem dom Wtedy on poprosił mnie O kane na drogę A ja mówię nie On obrócił się i poszedł Przypomniałem wtedy że Mam nie wpierdalać się W kogoś życie Zadzwoniłem do niego po chwili Chciałem powiedzieć choć Dam ci ją To ostatni dzień Kiedy z nim gadałem To mój żal i ból Że tą kane wybrał nie mnie Trawa nielegalna jest To dlatego że Ryje banie Kto wie Czy on wogole pamięta mnie? Nie opieraj na tym życia Bo to krucha droga jest Co zabiera Cię Tam zakrętów w chuj Klifów górek no i dziur Jak zostaniesz tam To labirynt mówię wam Zgubisz się Spotkasz duchów Przejma Cię Ale wiem W środku jeden jest Ten twój Który wysłucha Cię I pomoże przez to przejść.
You may also like

Leave a comment
See track description ↑
CAKE 🍰