moj taniec
SMUGA CIENIA — DZIKI WSCHÓD [Intro] Łohoho… łojoj… ajajaj… To zawsze jest to… Czy to miłość, czy kolejna gra? Dziki Wschód… Smuga Cienia… Wracam do korzeni, pod ziemią ukryty zwój, wracam do korzeni, do ziemi, gdzie został mój ból. Tam sól z moich oczu spadała prosto na bruk, a każdy mój upadek zamieniałem w nowy ruch. Mój taniec, energia, wiedza, pamięć — cały mój świat, z tego, co mnie zabiło, zrobiłem środkowy palec w świat. Bo to było to, ale to już nie to, mówiłaś „kocham”, a za plecami grało zło. Makiawelizm w sercu, uśmiech jak piękny nóż, najpierw dajesz komuś niebo, potem zabierasz mu tlen już. Manipulacja słowem — „to wszystko przez ciebie”, a ja szukałem winy w sobie, zamiast szukać jej w niebie. [Refren] Bo to było to, ale to już nie to, łohoho, łojoj, ajajaj — gdzie podziało się to? Ile cyfr, ile liczb — ile znaków między nami, to Ty, to byłaś Ty — pomarańczka między wiśniami. A ja szedłem za miłością, choć bolał każdy krok, Ty zostawiłaś Smugę Cienia, ja zostawiłem mrok. Dziki Wschód na sercu, ale serce jeszcze drży, bo najtrudniej zapomnieć kogoś, kto był wszystkim przez te dni. [Zwrotka 2] Kobieta może być aniołem, może być też cieniem, może dać ci całe życie albo zabrać ci nadzieję. Nie każda ma kamień zamiast serca — wiem, wiem serca morderca smuga Najgorsze nie jest kłamstwo, lecz wiara w każde słowo, gdy budujesz z czyichś obietnic swoje życie od nowa. A potem cisza, chłód i nagle pusty dom, i pytasz własne serce: „Po co ja kochałem ją?” Makiaweliczna miłość — piękna jak zachód słońca, tylko że pod spodem kalkulacja niekończąca. Kto kogo bardziej potrzebuje? Kto pierwszy padnie? Kto pierwszy powie „wróć”, kiedy wszystko już upadnie? Ja nie chcę zemsty, chcę pamiętać, kim byłem, zanim Twoje słowa wmówiły mi, że nic nie znaczyłem. Bo człowiek po cierpieniu też potrafi odżyć, czasem trzeba stracić miłość, żeby siebie odzyskać. Bo to było to, ale to już nie to, łohoho, łojoj, ajajaj — gdzie podziało się to? Ile cyfr, ile liczb — ile znaków między nami, to Ty, to byłaś Ty — pomarańczka między wiśniami. A ja szedłem za miłością, choć bolał każdy krok, Ty zostawiłaś Smugę Cienia, ja zostawiłem mrok. Dziki Wschód na sercu, ale serce jeszcze drży, bo najtrudniej zapomnieć kogoś, kto był wszystkim przez te dni. Łohoho… Może miłość nie umarła — tylko zmieniła twarz… Łojoj… Może ból jest nauczycielem, którego nie chcesz znać… Pomarańczka — smak lata, wiśnia — smak krwi, jedna była słodka, druga została w snach i w dymie. Wracam do korzeni, ale już nie po to, żeby cierpieć, wracam tam, gdzie moje serce nauczyło się oddychać. Każda łza była lekcją, każda blizna ma swój sens, nie oddam już własnej duszy za czyjś chwilowy interes. Smuga Cienia — mój podpis, Dziki Wschód — mój ślad, mam w kieszeni swoje wersy, w oczach jeszcze tamten świat. Nie będę nienawidził, choć niejeden zostawił ślad, bo nienawiść wiąże mocniej niż miłość przez te lat. Więc jeśli kiedyś wrócisz, nie pytaj, czy pamiętam, bo pamięć nie jest zgodą, a miłość nie jest więzieniem. Byłaś częścią mojej drogi, lecz nie jesteś jej końcem, bo nawet po najciemniejszej nocy wstaje słońce. To było to… ale to już nie to… Łohoho… łojoj… ajajaj… Ile cyfr, ile liczb… ile razy można kochać? Pomarańczka… wiśnia… Smuga Cienia… Dziki Wschód. A ja? Wracam do korzeni.
You may also like

Leave a comment
See track description ↑