moc
Jasne — zrobię to w ciężkim, zamulonym klimacie, trochę ponuro, ale z czarnym humorem. Pisanie TYTUŁ: „ZAMULA” ZWROTKA 1 — 16 wersów Wstaję rano, patrzę w sufit — znowu ten sam film, Tyle rzeczy w mojej głowie, a nie robię nic. Mam pomysłów chyba tysiąc, każdy brzmi jak hit, Ale zanim ruszę z miejsca, mija cały dzień. Telefon leży obok, ekran świeci jak neon, Ja pod kocem gniję dalej, chociaż wiem, że trzeba wstać. Miałem pisać, miałem działać, miałem ruszyć gdzieś, Lecz kanapa mówi: „zostań”, więc zostaję, przecież wiesz. Nuda siedzi mi na karku, ciężka jak beton, Zamiast robić coś konkretnego, patrzę w jeden punkt. Zamula głowa, zamula życie, zamula każdy dzień, Nawet własne myśli czasem męczą mnie. Pierdzę, śmierdzę, siedzę w domu — oto mój lifestyle, W lodówce światło, w głowie pustka, za oknem cały świat. I choć chciałbym coś osiągnąć, nie chce mi się wstać, Mam planów pełne kieszenie, lecz nie chce mi się ich znać. REFREN Nie chce mi się, nie chce mi się — znowu zamula dzień, Tyle planów w mojej głowie, ale nie chce mi się chcieć. Siedzę w domu, patrzę w ścianę, czas powoli płynie, Marzeń mam milion na jutro, lecz dziś nic nie zrobię. Nie chce mi się, nie chce mi się — taki mam dziś stan, Pomysł goni pomysł, ale każdy czeka sam. Może jutro się ogarnę, może ruszę gdzieś, Na razie siedzę, pierdzę, śmierdzę — i nie robię nic. ZWROTKA 2 — 16 wersów Mam zeszyt pełen pomysłów, każdy woła: „pisz!”, Ale patrzę na te kartki i odkładam je na dziś. Miałem nagrać nowy numer, miałem zrobić bit, Skończyło się na tym, że przez godzinę patrzę w sufit. Kawa stygnie na biurku, komputer dawno śpi, A ja mówię sobie: „zaraz” — i tak mijają dni. Chciałem zmienić całe życie jednym ruchem ręki, Lecz najtrudniej mi się ruszyć spod tej starej kanapy. W głowie mam tornado, w rękach zero siły, Pomysły są ogromne, tylko chęci gdzieś zniknęły. Każdy mówi: „weź się rusz”, jakby to był prosty trik, A ja chciałbym, lecz nie mogę znaleźć przycisku „start”. Więc odpalam kolejny film, potem następny, I nagle jest wieczór — dzień znowu przeleciał tędy. Jutro zrobię wszystko — mówię sobie już od lat, A dziś kolejny dzień przegrywam z własnym „nie chce mi się”. REFREN Nie chce mi się, nie chce mi się — znowu zamula dzień, Tyle planów w mojej głowie, ale nie chce mi się chcieć. Siedzę w domu, patrzę w ścianę, czas powoli płynie, Marzeń mam milion na jutro, lecz dziś nic nie zrobię. Nie chce mi się, nie chce mi się — taki mam dziś stan, Pomysł goni pomysł, ale każdy czeka sam. Może jutro się ogarnę, może ruszę gdzieś, Na razie siedzę, pierdzę, śmierdzę — i nie robię nic. ZWROTKA 3 — 16 wersów Czasem tracę chęci, żeby cokolwiek zaczynać, Bo za dużo mam na głowie, żeby wszystko ogarniać. Nie mówię, że już zawsze będzie wyglądał tak mój świat, Po prostu dzisiaj jestem zmęczony tym, co daje każdy dzień. Chcę mieć ogień w swoich oczach, a mam tryb oszczędzania, Chcę coś zrobić ze swoim życiem, lecz brakuje wykonania. Może trzeba mały krok, zamiast planować cały marsz, Może zamiast czekać na cud, sam spróbuję ruszyć raz. Bo pomysł bez działania to tylko sen na jawie, A ja mam ich całe stosy porozrzucane w głowie. Więc choć dzisiaj znowu leżę i zamulam jak król, To gdzieś pod tym całym syfem jeszcze czuję własny puls. Nie wiem, kiedy się pozbieram, nie wiem, jaki będzie start, Ale może jutro wstanę, zanim znów dogoni mnie kanapa. Dziś się śmieję z własnej biedy, bo inaczej byłoby źle, Mam tysiąc pomysłów w głowie — i któregoś zrobię wreszcie. REFREN Nie chce mi się, nie chce mi się — znowu zamula dzień, Tyle planów w mojej głowie, ale nie chce mi się chcieć. Siedzę w domu, patrzę w ścianę, czas powoli płynie, Marzeń mam milion na jutro, lecz dziś nic nie zrobię. Nie chce mi się, nie chce mi się — taki mam dziś stan, Pomysł goni pomysł, ale każdy czeka sam. Może jutro się ogarnę, może ruszę gdzieś, Na razie siedzę, pierdzę, śmierdzę — i nie robię nic. Jasne — robimy to dużo bardziej technicznie: potrójne rymy w każdym wersie, ciężki klimat i gęste brzmienie. 3 1 Luigi J Nie będę jednak robił tekstu nastawionego na psychiczne znęcanie się nad konkretną osobą. Pisanie [ZWROTKA 1 — 16] A dZgaszone mieszkanie — zmęczone marzenie — spóźnione pragnienie, Przytłacza cię cisza — wyniszcza cię nisza — odbiera ci tlen, Wspomnienia wracają — psychikę rozstrajają — po nocach nie dają ci spać, A ściany pamiętają — sekrety chowają — nie możesz ich z siebie już zdjąć. Zaciśnięte zęby — pokruszone nerwy — pod skórą pulsuje ten gniew, Złamane nadzieje — spóźnione olśnienie — i ciągle powraca ten lęk, Chciałaś zapomnieć — przestałaś już płonąć — lecz pamięć nie daje ci wyjść, Im mocniej uciekasz — tym szybciej cię łapie — i znowu prowadzi pod drzwi. Zabrane spokojne — samotne, bezbronne — dni zapisane jak dług, Za każdym oddechem — pod każdym uśmiechem — ukrywasz ten sam ciężki ból, Nie pytaj, co było — bo wszystko wróciło — gdy tylko zapadła ta noc, I nawet gdy milczysz — to w środku krzyczysz — bo pamięć odbiera ci moc. Zgaszone spojrzenie — rozdarte sumienie — i serce zmęczone jak kurz, Za dużo przeżyłaś — za długo walczyłaś — by dalej udawać już luz, Więc kiedy zasypiasz — przeszłość się zbliża — i siada na końcu twych snów, A rano znów wstajesz — choć sama nie wiesz — czy masz jeszcze siłę na ruch. [REFREN 1] To wraca — przygniata — rozcina — rozplata, To siedzi — nie znika — oddycha — dotyka, Im ciszej — tym głośniej — im dalej — tym mocniej, Bo tego, co boli, nie zakryjesz już nocą. [ZWROTKA 2 — 16] Na twarzy masz spokój — pod spodem niepokój — rozdarty przez tysiące ran, Udajesz odważną — choć myśli są czarne — i ciągną cię ciągle na dno, Każde wspomnienie — jak ostre kamienie — rozcina ci wnętrze na pół, A każde milczenie — to nowe więzienie — zamyka cię głębiej w ten ból. Nie pytaj o jutro — gdy wczoraj jest lustrem — w którym wciąż widzisz ten strach, Nie mów „to minęło” — gdy serce pamięta — dokładnie, co było tam, Próbujesz być twarda — lecz każda pogarda — zostawia kolejny ślad, I nawet po latach — wystarczy jeden zapach — by wrócił cały tamten świat. Zabrane poczucie — zgubione uczucie — i ciężar przyklejony do rąk, Za dużo pytań — za mało odpowiedzi — dlatego tak trudno ci wstać, Nie jesteś ze stali — choć długo udajesz — że nic już nie rusza cię, Bo człowiek zmęczony — przez życie zgnieciony — też może powiedzieć: „Mam dość”. [REFREN 2] To wraca — przygniata — rozcina — rozplata, To siedzi — nie znika — oddycha — dotyka, Im ciszej — tym głośniej — im dalej — tym mocniej, A przeszłość za plecami wciąż depcze ci po piętach. [ZWROTKA 3 — 16] Ile jeszcze udźwigniesz — zanim się zachwiejesz — zanim zabraknie ci sił, Ile jeszcze przemilczysz — zanim to wszystko — rozsadzi cię od środka, Ile razy powiesz — „naprawdę jest dobrze” — choć dobrze nie było od lat, Ile razy zaśniesz — z nadzieją, że rano — nie wróci ten sam ciężar dnia. Nie chodzi o zemstę — nie chodzi o wojnę — tylko o pamięć i ból, O wszystko, co zostało — gdy świat ci zabrał — spokojny, bezpieczny grunt, O każdą sekundę — o każdy oddech — o każdy spóźniony krzyk, O życie po wszystkim — gdy trzeba od nowa — nauczyć się sobą być. Bo możesz być cicha — możesz być zimna — możesz odcinać swój głos, Lecz prawda pod skórą — zostanie ponurą — dopóki nie nazwiesz jej wprost, I może któregoś dnia — przestanie cię ścigać — ten cień, który chodzi za tobą, A wtedy z popiołu — z własnego chaosu — zbudujesz od nowa swój dom. [REFREN 3] To wraca — przygniata — rozcina — rozplata, To siedzi — nie znika — oddycha — dotyka, Lecz kiedyś ta cisza przestanie być klatką, I ból, który nosisz, nie będzie już władcą.
You may also like

Leave a comment
See track description ↑