frankenstain
spotykałe wiele ludzi, każdy dał siebie część mam przez to łeb poszyty, długi język nim plecami się obrócą docieram do zamkniętych serc, szacunek nie wybiera, kultura pracy jest pomimo prób siły wytrzymał każdy szef. W złości groźnie strzelał za to ze stali nerw a on #Nerf Rozkminiam czasem już za bardzo tak jak Nerd, wytykuje niebu palcem aż zegarek mi zaśniedział jestem w tym zielony tak jak Szrek wybieram uparcie swoje bagno, jakbym kupił Fionie pierścień to ten od latarni by wyświetlał jedną barwą to co chce, mierze w sklepienie pamiętając o kontakcie z Matką jakbym przyciągał pioruny oświecenie przyprawia o odklejenie z rzeczywistością, mijam się i nie witam z prawdą czuje jak by był Tatą dr Frankeinstein bo z żalu sie nie przyznał.Wszystko zdaje się projekcią, bo jak Kękę wyjebane często aż za bardzo to koloru tu nie zmieni doświadczenie, uniform nie będzie stałą łatką, chyba że w końcu swoją marką choć jest pewna tylko śmierć
You may also like

Leave a comment
See track description ↑