Marny człowieku
Marny człowieku, co Cię znów wabi? Czy Twoim sensem jest się w zbytkach pławić? Goniąc chwałę gubisz życia treść Jak długo jeszcze dasz radę to znieść Wzrok Twój wyniosły, dumny śmiały Ubierz go znowu, stań z nim do walki Skryj się za maską tych wszystkich rzeczy Które Ci każą samemu sobie przeczyć Twoje próżne żądze, te słodkie męki Na nagiej szyi zaciskają się pętle Diabeł Cię prowadzi trzyma w szponach O jakże słaba jest ludzka istota Jesteś bogiem? A może błaznem? Skoro wszystko dobrze? Po co chcesz inaczej? Skąd znowu w głowie rodzą się te głupstwa? Dlaczego szklanka jest do połowy pusta? Z mrokiem się zlewasz, synu otchłani Próżność Cię zabija, ona zawsze się zjawi Pogrąży ducha, utopi w cieniu Szybko ustawi Cię na starym miejscu W mętnym wzroku blednie światło Chowasz się za warstwą ciężkich zasłon Zawsze coś stoi na Twojej drodze Coś czy Ty sam? Możesz czy nie możesz? Moralne dylematy, czy tak wypada czynić? Zrobisz jakieś, głupstwo za które się obwinisz Chyba już lepiej pozostać biernym Niż podejmować wysiłek zbyteczny W strzępy porwałeś ludzkie wartości Czy one są Twoje, chyba sam w to wątpisz Dalej odgrywać będziesz ten teatrzyk Udając, że wciąż możesz na siebie patrzeć
You may also like

Leave a comment
See track description ↑