emteszet -wszedlem w to
slysze glos w glowie który podlowiada rob to zalatuje chujnia, chuj w to, tworzę kiedys moze karty sie odwrócą. świadomy kazdej zmiany wyczekuje lepsze jutro, wiem ze to slabe coz pisze dalej puls przyspieszony na podkladzie wokal daje szum wyciszylem olewam kazda blacha sprawe sie nie poddaje obiecuje poprawe wiele mostów spalonych na nogach stoje bardziej otwarty niz kiedykolwiek czlowiek jak zajdzie potrzeba w ogien wskocze nie przeraza płomień niczego sie nie boje pedze po swoje pewnie czasem nie udolnie płete uzbroje ponetne wiersze uruchomie. w rozterce ode zlego boze chron mnie. uchyl rąbek nieba zdradz tajemnice. odwieczny dylemat nie wiedziec dokad ide posluszny jak nigdy pocieszny jak zawsze ponury to bylem ladnych wiosen temu pare sie obudziłem, postawilem pierwszy krok niepotrzebnie sie martwilem zmarnowalem czas powodów bylo mnóstwo mijal kolejny rok a ja po uszy tkwilem w bagnie. . powiedziałem sobie dam rade sie wydosne wygrzebie otrzepie rusze dalej wyeliminuje problem emanuje dobrem ewakuuje gdy grunt kruchy wyczuje pod stopa
You may also like

Leave a comment
See track description ↑