First try
Kiedy ją widzę już nie ma uśmiechu chce z nią dojść na koniec świata już nie ma pośpiechu Coś w nas wygasło nie znam powodu próby dojścia do prawdy tu nie znajdziesz dowodów Rozmowy do ranka znów tłumi głucha cisza zamiast do mnie się przytulić woli swojego misia za dużo myśli które mi mówią że szybko nie zasnę. Już nie zabiera mi kołdry chociaż wiem że nie zmarznę Rankiem budzą mnie ptaki a nie śniadania do łóżka Spoglądam na nia czy uśmiechnęła się buźka Od początku dnia towarzyszy nam pustka Już nie pamiętam kiedy widziałem szminkę na jej ustach Długie milczenie przerywa agresywna kłótnia Pozostaje asertywny dziewczyno weź się nie wydurniaj Chciałaś pomagać ludzią być jak Albert Camus powoli mnie wyniszczasz jak Dzuma a tyle już za nami Czy to tylko chwilowe zaraz wszystko wróci do normy Nie robimy nic by nasz związek wrócił do formy Wszystko jak na złości wychodzi mimo mej woli Znów dolewam sobie vódki do coli Kolejne cierpienia nadmiar whisky i pepsi Od rozmazanych wspomnień można dostać epilepsji Rozdrapuje rany zanim zdażą zastygnąć Przypominają mi się błędy które każdy musi mi wytknąć Chce troche od niej ochłonąć po chwili już tesknie Jej też powinno być lepiej beze mnie W połaczeniu smakujemy dobrze jak whisky z pepsi niezależni stajemy sie jednak wkurwe dużo lepsi dużą więcej osiągniemy we własnym zakresie ona ciągnęła mnie w dół jak na wykresie Bez kolaboracji nam się lepiej powiedzie tak skończymy znajomośc zanim jesien nadejdzie
You may also like

Leave a comment
Kiedy ją widzę już nie ma uśmiechu chce z nią dojść na koniec świata już nie ma pośpiechu Coś w nas wygasło nie znam powodu próby dojścia do prawdy tu nie znajdziesz dowodów Rozmowy do ranka znów tłumi głucha cisza zamiast do mnie się przytulić woli swojego misia za dużo myśli które mi mówią że szybko nie zasnę. Już nie zabiera mi kołdry chociaż wiem że nie zmarznę Rankiem budzą mnie ptaki a nie śniadania do łóżka Spoglądam na nia czy uśmiechnęła się buźka Od początku dnia towarzyszy nam pustka Już nie pamiętam kiedy widziałem szminkę na jej ustach Długie milczenie przerywa agresywna kłótnia Pozostaje asertywny dziewczyno weź się nie wydurniaj Chciałaś pomagać ludzią być jak Albert Camus powoli mnie wyniszczasz jak Dzuma a tyle już za nami Czy to tylko chwilowe zaraz wszystko wróci do normy Nie robimy nic by nasz związek wrócił do formy Wszystko jak na złości wychodzi mimo mej woli Znów dolewam sobie vódki do coli Kolejne cierpienia nadmiar whisky i pepsi Od rozmazanych wspomnień można dostać epilepsji Rozdrapuje rany zanim zdażą zastygnąć Przypominają mi się błędy które każdy musi mi wytknąć Chce troche od niej ochłonąć po chwili już tesknie Jej też powinno być lepiej beze mnie W połaczeniu smakujemy dobrze jak whisky z pepsi niezależni stajemy sie jednak wkurwe dużo lepsi dużą więcej osiągniemy we własnym zakresie ona ciągnęła mnie w dół jak na wykresie Bez kolaboracji nam się lepiej powiedzie tak skończymy znajomośc zanim jesien nadejdzie
clubbing hard, fuckin yo mom aint not much to do
battle me lil ass bish. yo shit is bad as fuck
fake ass lets battle
..czowe hyhy piqe
dobre pomarań..