Debata- Zbiorowisko z głów
nadciąga Zbiorowisko z głow to zestaw złych słów, wybranych ze złych snów, tym razem nie są złapane w cudzysłów, Bo piętrzą się lampią to ludzka znieczulica, Piekielna cisza naciąga ze swoim złym twym wyobrażeniem dlaczego?? nikt jej z tego nie rozlicza, Zostają w obrazie ciemności pobite i zakrwawione lica, to już jest tak stare że nawet nikt się tym nie zachwyca, Zostaje ból smród odparzenia strach od patrzenia i twarda prycza, Wybierz kierunek do góry czy w dół czy depresja jest silniejsza że w twej głowie się tak mocno zakotwicza, W tym nie ma sensu by kusić odpalenie znicza Odpalenie go przecież i tak z błędów Cię nie rozlicza, Nie jestem idealny ale mam swoje uczucia, są trwałe są twarde nie zużyte jak guma do żucia, są bardzo mocno silne i bardzo mocno napięte, co mam zrobić byście w końcu zrozumieli tą puentę, sam już nie wiem jaką mam zarzucać przynętę, po każdej Taki sam ból jakbym dostał w plecy prętem, ref do tego ciągłe uczucie jakby zderzony z murem, do tego Jakbym przebijał się przez czarną chmurę, zwyczajnie opętany niemocy sznurem, niby wszystko w porządku a jednak coś bardzo boli, nie mogę patrzeć jak człowiek życie ciągle z sukcesów goli, nie mogę znaleźć sposobu bo odnaleźć się w tej roli, Nie mogę patrzeć jak jedno życie z drugiego Trolli, nie mogę już słuchać z waszych słów kurwa baboli, nie mogę bo niby to tylko słowa bardzo boli, nie mogę bo zamiast wspierać to cisnąć woli, jak mam do celu dążyć z uśmiechem w tej bezkresnej, Toni i jak mam szukać światła wśród tych ślepych zwyroli, jak nie jesteśmy sami razem wszyscy w życiowej i niedoli, coś dziwnego wisi w powietrzu jak na wieszaku, mimo to dążyć do przodu próbuj I nie zbaczaj ze swego szlaku, robić tak aby znów nie dopuścić swojego ciała do podobizny wraku, Idź do przodu ciągle szukaj tego właściwego znaku, postawa po porażce nie poddawaj się chłopaku, odzwyczaj się od szczęścia przyzwyczai do jego braku, walcz o to co straciłeś na trzeźwo nie jak po Kraku, nie poddawaj się Walcz o siebie walcz o bliskich dzieciaku, Uwolnij swe uczucia nie trzyma ich W potrzasku, byś nie tonąć w ciemnościach ale uśmiechnięty w blasku, Puść je były wolne nie uwięzione jak kabura przy pasku, idź Za głosem serca nie tych wynalazków, Co sami umysłowo całe życie są w potrzasku, i przy tym pot na czole już prawie wyzionąłeś ducha, wkurwienie bo bardzo krzyczysz a nikt nie słucha, miał być wielki spokój cisza Ostoja nie zawierucha, jest wielki stres męka strach syf Wita kostucha, radość i motywacja znów gdyby zakuta, i modlisz się do Boga Padasz na kolana pytanie Gdzie jest pokuta, choć teraz tak bardzo jakoś bardzo struta, a kiedyś twardo po ziemi mocno podkuta, ideologia tłumu działa tutaj w jedy kierunku, nie patrz się na innych skup na swoim wizerunku, Skup się skup bo będzie za późno już bez ratunku, bo jesteś tu sam bez żadnego ekwipunku, Nigdzie nigdy tu nie było ostoi stałego punktu, jedyne co mi daje spokój tutaj to muzyka, wytrącony z równowagi bo ciągle życie palcami ktoś mi wytyka, Jedynie co jest tu zbędne to ta pusta publika, bo są puści bez przyszłości bez sensu jak ta Polska polityka, nigdzie nie ma ukierunkowania ich chora etyka, wkurwienie i tętno po chwili kurwa jak bomba tyka, bez przemyślunku słowo posłowie płynie jak deska wzdłuż strumyka, odpierdol się od mojego życia jego się nie dotyka, proszę zrozum to To jest właśnie moja logika, chciałbym być szczęśliwy dopóki me serce jak zegar tyka, Nie obchodzi mnie tu polemika nędznego krytyka co swe życie porównuje jak W potrzasku we wnykach.
You may also like

Leave a comment