Do Monotonii Droga

0:00
0:00
Do Monotonii Droga

czy to jest normalne? że w tą szarą codzienność, wkrayda sie obojętność, odeszły koszmary. gdy nadejdzie ciemność, nie w strone światła biegnąc, dusząc sie w uscisku nocnej mary przez to ze czesto towarzyszy pech, nauczylem sie tu rozkminiac za trzech, oni chcieli bym zdechł, tacy kumple powaga, wbiją gwóźdź do trumny gdy choc troche sie układa! to odemnie rada, biada uważaj bo zdrada, wada, kata z kim zes sie zadał? jakas szmata! to nie strata że odpada, bo zachwiana równowaga, wokół twego stada, smród sie będzie ciągnąć nadal! Zwrotka 1 Gdy blask poranka nad ziemią się budzi, Cisza w gałęziach nie płoszy już ludzi. Każdy mój krok mnie prowadzi przez cienie, W sercu ukryte wciąż niose marzenie. Wiatr dawnych wieków swą pieśń opowiada, Liść dawnych wspomnień na ścieżkę upada. Pragnę odnaleźć ten sens w dni chaosie, Zanim me myśli rozmyją się w rosie. Droga przede mną, choć długa i pusta, Kładzie zaklęcia na oczy i usta. Nie chcę się lękać już mroku i nocy, Szukam w tych cieniach ukrytej wciąż mocy. W sercu mam ogień, co płonie wytrwale, Choć wiatr przeciwny uderza jak fale. Idę przed siebie, gdzie wiodą mnie sny, Gubiąc po drodze swe smutki i łzy. Zwrotka 2 Wśród gwiezdnych pyłów wciąż szukam swej drogi, Nie chcę się potknąć o lęki i trwogi. Czasami padam, lecz dumnie powstaję, Kiedy się los w moje ręce oddaje. Słowa jak strzały szybują w przestrzeni, Żadna z tych obelg już mnie nie odmieni. Nie stanę w miejscu, gdy chmury nadpłyną, Zanim te burze na zawsze już miną. Po wielkim deszczu znów słońce zaświeci, Rozpędzi w mroku najgorsze zamieci. W moich źrenicach tli się blask nadziei, Który uchroni od chłodnych zawiei. Każdy mój dzień to jest karta nieznana, W księgę mojego przeznaczenia wpisana. Niech płynie pieśń poprzez góry, doliny, Płucząc mój umysł ze strachu i winy. Zwrotka 3 W najgłębszej ciszy wciąż słyszę szept marzeń, Pełen ukrytych w ciemności wydarzeń. Nie dam się złamać, choć droga jest trudna, Czasem bolesna, a czasem ułudna. Przez gęsty mrok idę śmiało przed siebie, Szukając gwiazd na pochmurnym wciąż niebie. Każdy mój krok to jest krok ku wolności, Z dala od zdrady i ludzkiej podłości. Niech płyną słowa jak wartkie strumienie, Niosąc na barkach me własne zbawienie. W dłoniach zaciskam iskierkę przyszłości, Która mrok kruszy i budzi radości. Niech każdy świt nową siłę mi daje, Gdy moje ciało do walki znów wstaje. Życie to dar, który trzeba szanować, By w nim na nowo swój pokój budować. (Dopisana kontynuacja) Zwrotka 4 Wiatr pędzi chmury na nieba sklepieniu, Szukając prawdy w przelotnym złudzeniu. Może tam w górze odpowiedź się chowa, Na te pytania i na puste słowa. Nie chcę się zgubić w labiryncie dni, Gdzie dawny smutek u progu wciąż tkwi. Zbieram odłamki rozbitych mych lat, By z nich zbudować na nowo swój świat. Nawet gdy ranią mnie ostre kamienie, Wiem, że w tej drodze odnajdę spełnienie. Rzeka historii ucieka gdzieś w dal, Niosąc na falach stłumiony mój żal. Niech bystra woda opłucze udręki, Niech mnie wyzwoli z tej pustej już męki. Podnoszę oczy, by patrzeć w sam świt, Wierząc, że życie to nie żaden mit. Zwrotka 5 Teraz rozumiem, że siła jest we mnie, Że nie szukałem jej wcale daremnie. W każdym oddechu pulsuje rytm krwi, Otwieram wreszcie zamknięte dziś drzwi. Odrzucam w kąt te straszliwe kajdany, Lecząc nareszcie swe otwarte rany. Gdzieś ptak szybuje na niebie wysoko, Widząc swą przestrzeń niezmiernie szeroko. Ja także pragnę rozwinąć swe skrzydła, Przerwać te wszystkie narzucone sidła. Stanąć na szczycie i krzyknąć w przestworza, Rzucić me troski do sinego morza. Odtąd chcę kroczyć w słonecznym już blasku, Zostawiać ślady na gorącym piasku. To moja pieśń, to mój wiersz, moja droga, Z dala od kłamstwa i z dala od wroga.

2 Comments

Leave a comment

Author
2 days ago

czy to jest normalne? że w tą szarą codzienność, wkrayda sie obojętność, odeszły koszmary. gdy nadejdzie ciemność, nie w strone światła biegnąc, dusząc sie w uscisku nocnej mary przez to ze czesto towarzyszy pech, nauczylem sie tu rozkminiac za trzech, oni chcieli bym zdechł, tacy kumple powaga, wbiją gwóźdź do trumny gdy choc troche sie układa! to odemnie rada, biada uważaj bo zdrada, wada, kata z kim zes sie zadał? jakas szmata! to nie strata że odpada, bo zachwiana równowaga, wokół twego stada, smród sie będzie ciągnąć nadal! Zwrotka 1 Gdy blask poranka nad ziemią się budzi, Cisza w gałęziach nie płoszy już ludzi. Każdy mój krok mnie prowadzi przez cienie, W sercu ukryte wciąż niose marzenie. Wiatr dawnych wieków swą pieśń opowiada, Liść dawnych wspomnień na ścieżkę upada. Pragnę odnaleźć ten sens w dni chaosie, Zanim me myśli rozmyją się w rosie. Droga przede mną, choć długa i pusta, Kładzie zaklęcia na oczy i usta. Nie chcę się lękać już mroku i nocy, Szukam w tych cieniach ukrytej wciąż mocy. W sercu mam ogień, co płonie wytrwale, Choć wiatr przeciwny uderza jak fale. Idę przed siebie, gdzie wiodą mnie sny, Gubiąc po drodze swe smutki i łzy. Zwrotka 2 Wśród gwiezdnych pyłów wciąż szukam swej drogi, Nie chcę się potknąć o lęki i trwogi. Czasami padam, lecz dumnie powstaję, Kiedy się los w moje ręce oddaje. Słowa jak strzały szybują w przestrzeni, Żadna z tych obelg już mnie nie odmieni. Nie stanę w miejscu, gdy chmury nadpłyną, Zanim te burze na zawsze już miną. Po wielkim deszczu znów słońce zaświeci, Rozpędzi w mroku najgorsze zamieci. W moich źrenicach tli się blask nadziei, Który uchroni od chłodnych zawiei. Każdy mój dzień to jest karta nieznana, W księgę mojego przeznaczenia wpisana. Niech płynie pieśń poprzez góry, doliny, Płucząc mój umysł ze strachu i winy. Zwrotka 3 W najgłębszej ciszy wciąż słyszę szept marzeń, Pełen ukrytych w ciemności wydarzeń. Nie dam się złamać, choć droga jest trudna, Czasem bolesna, a czasem ułudna. Przez gęsty mrok idę śmiało przed siebie, Szukając gwiazd na pochmurnym wciąż niebie. Każdy mój krok to jest krok ku wolności, Z dala od zdrady i ludzkiej podłości. Niech płyną słowa jak wartkie strumienie, Niosąc na barkach me własne zbawienie. W dłoniach zaciskam iskierkę przyszłości, Która mrok kruszy i budzi radości. Niech każdy świt nową siłę mi daje, Gdy moje ciało do walki znów wstaje. Życie to dar, który trzeba szanować, By w nim na nowo swój pokój budować. (Dopisana kontynuacja) Zwrotka 4 Wiatr pędzi chmury na nieba sklepieniu, Szukając prawdy w przelotnym złudzeniu. Może tam w górze odpowiedź się chowa, Na te pytania i na puste słowa. Nie chcę się zgubić w labiryncie dni, Gdzie dawny smutek u progu wciąż tkwi. Zbieram odłamki rozbitych mych lat, By z nich zbudować na nowo swój świat. Nawet gdy ranią mnie ostre kamienie, Wiem, że w tej drodze odnajdę spełnienie. Rzeka historii ucieka gdzieś w dal, Niosąc na falach stłumiony mój żal. Niech bystra woda opłucze udręki, Niech mnie wyzwoli z tej pustej już męki. Podnoszę oczy, by patrzeć w sam świt, Wierząc, że życie to nie żaden mit. Zwrotka 5 Teraz rozumiem, że siła jest we mnie, Że nie szukałem jej wcale daremnie. W każdym oddechu pulsuje rytm krwi, Otwieram wreszcie zamknięte dziś drzwi. Odrzucam w kąt te straszliwe kajdany, Lecząc nareszcie swe otwarte rany. Gdzieś ptak szybuje na niebie wysoko, Widząc swą przestrzeń niezmiernie szeroko. Ja także pragnę rozwinąć swe skrzydła, Przerwać te wszystkie narzucone sidła. Stanąć na szczycie i krzyknąć w przestworza, Rzucić me troski do sinego morza. Odtąd chcę kroczyć w słonecznym już blasku, Zostawiać ślady na gorącym piasku. To moja pieśń, to mój wiersz, moja droga, Z dala od kłamstwa i z dala od wroga.

1

Mistrz 🏆 (original: Champion 🏆) Bars: Dope 🔥 Delivery: Great 🎉 Impression: Dope 🔥

User avatar
859
Total plays
40
Followers
22
Following

You may also like