jasnyspz
Start z bloków, miałem zero, tylko głód i determinację, Na plecach ciężar dni, w oczach ogień – to nie deklaracje, Każdy wers jak pocisk, wchodzę w bit jak egzekucja, Nie pytaj skąd to mam – to ulica, nie instrukcja. Mordo, życie to ring, tu nie ma miejsca na pauzę, Jak spadasz, to wstajesz, albo znikasz – taka nauka, zauważ, Zbieram blizny jak trofea, każda mówi: “byłeś twardy”, Nie liczę strat, tylko ruchy – gram jak hazard. Tempo w głowie – karabin, sylaby lecą seriami, Jak nie masz serca do walki, to nie stawaj tu z nami, Z dna do góry, każdy wers to krok po swoje, Nie pytaj czy dam radę – ja to robię, bo się boję… że stanę. Więc biegnę dalej, choć płuca palą jak benzyna, Każdy dzień to wojna, każdy wers to adrenalina, Nie dla poklasku, tylko żeby wyrwać się z cienia, Piszę życie w linijkach – to mój testament pokolenia. Zwrotka 2 (16): Nie było dróg na skróty, tylko błoto i pod górę, Każdy plan jak domino – raz stawiasz, raz się burzy murem, Ale uczysz się na błędach, nie na cudzych opowieściach, Tu jak nie masz własnej drogi, to zginiesz w czyichś ścieżkach. Mam w głowie bit, co wybija rytm mojego serca, Każdy wers to szczerość – nie potrzebna mi jest perła, Bo mam brud pod paznokciami i prawdę w swoich wersach, Nie udaję nikogo – to ja, bez filtra w tekstach. Double flow, przyspieszam – jakbym gonił swoje demony, One ciągle za mną biegną, więc ja robię swoje, ziomy, Nie ma miejsca na zwątpienie, kiedy cel jest na horyzoncie, Każdy krok to progres, nawet jak stoisz na froncie. Ile razy miałem paść? – nie zliczę, ale wstałem, Bo wiedziałem, że jak przestanę, to już nigdy nie wrócę dalej, To nie bajka, tylko życie, co nauczyło mnie walczyć, Więc jak wchodzę na ten beat – to nie rap, to manifest prawdy.
You may also like

Leave a comment
Start z bloków, miałem zero, tylko głód i determinację, Na plecach ciężar dni, w oczach ogień – to nie deklaracje, Każdy wers jak pocisk, wchodzę w bit jak egzekucja, Nie pytaj skąd to mam – to ulica, nie instrukcja. Mordo, życie to ring, tu nie ma miejsca na pauzę, Jak spadasz, to wstajesz, albo znikasz – taka nauka, zauważ, Zbieram blizny jak trofea, każda mówi: “byłeś twardy”, Nie liczę strat, tylko ruchy – gram jak hazard. Tempo w głowie – karabin, sylaby lecą seriami, Jak nie masz serca do walki, to nie stawaj tu z nami, Z dna do góry, każdy wers to krok po swoje, Nie pytaj czy dam radę – ja to robię, bo się boję… że stanę. Więc biegnę dalej, choć płuca palą jak benzyna, Każdy dzień to wojna, każdy wers to adrenalina, Nie dla poklasku, tylko żeby wyrwać się z cienia, Piszę życie w linijkach – to mój testament pokolenia. Zwrotka 2 (16): Nie było dróg na skróty, tylko błoto i pod górę, Każdy plan jak domino – raz stawiasz, raz się burzy murem, Ale uczysz się na błędach, nie na cudzych opowieściach, Tu jak nie masz własnej drogi, to zginiesz w czyichś ścieżkach. Mam w głowie bit, co wybija rytm mojego serca, Każdy wers to szczerość – nie potrzebna mi jest perła, Bo mam brud pod paznokciami i prawdę w swoich wersach, Nie udaję nikogo – to ja, bez filtra w tekstach. Double flow, przyspieszam – jakbym gonił swoje demony, One ciągle za mną biegną, więc ja robię swoje, ziomy, Nie ma miejsca na zwątpienie, kiedy cel jest na horyzoncie, Każdy krok to progres, nawet jak stoisz na froncie. Ile razy miałem paść? – nie zliczę, ale wstałem, Bo wiedziałem, że jak przestanę, to już nigdy nie wrócę dalej, To nie bajka, tylko życie, co nauczyło mnie walczyć, Więc jak wchodzę na ten beat – to nie rap, to manifest prawdy.