JasnySpz - nic o mnie niewiedzą prod.Cozabit
Nic o mnie nie wiedzą Nie wpadłem tu na sezon Po drodze z beznadzieją rozpierdalam pieniądz, elo Zahaczę o panteon Zanim mnie diabły zjedzą Sam rozpisałem kredo, nigdy nie popatrzę w niebo Panika popycha dalej nas tam Gdzie zawiła liryka trafia najbardziej Zawsze unikam rozmowy o prawdzie Trochę to straszne, kiedy tak patrzę Z boku, dajcie mi spokój i lokum i pokój W zamieci pokus, prochów, lotów odnajduję sposób Refren Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Zwrotka 2 Nic o nas nie wiedzą, o sprawach co nas grzeją Naszprycowani chemią znowu przeciągamy przelot Dasz mi mentalny terror, gdy nas rozdziela error Mijamy się z nadzieją, podkreślając blizny pietą Dotykam duszy, to ochłoń Błagam cię, zrób to stanowczo Odpłacę za to z nawiązką Byleby nie być za głośno Nagrywam kolejny lovesong Nie kumam, dokąd to poszło Wpisani w ten kalejdoskop Tylko kręcimy się non-stop Refren Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest
You may also like

Leave a comment
Nic o mnie nie wiedzą Nie wpadłem tu na sezon Po drodze z beznadzieją rozpierdalam pieniądz, elo Zahaczę o panteon Zanim mnie diabły zjedzą Sam rozpisałem kredo, nigdy nie popatrzę w niebo Panika popycha dalej nas tam Gdzie zawiła liryka trafia najbardziej Zawsze unikam rozmowy o prawdzie Trochę to straszne, kiedy tak patrzę Z boku, dajcie mi spokój i lokum i pokój W zamieci pokus, prochów, lotów odnajduję sposób Refren Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Zwrotka 2 Nic o nas nie wiedzą, o sprawach co nas grzeją Naszprycowani chemią znowu przeciągamy przelot Dasz mi mentalny terror, gdy nas rozdziela error Mijamy się z nadzieją, podkreślając blizny pietą Dotykam duszy, to ochłoń Błagam cię, zrób to stanowczo Odpłacę za to z nawiązką Byleby nie być za głośno Nagrywam kolejny lovesong Nie kumam, dokąd to poszło Wpisani w ten kalejdoskop Tylko kręcimy się non-stop Refren Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest Tak zwany prawdziwy stres, potęgowany co dzień W tej rozpadlinie tu tkwię, w niej przytulnie mi jest Codziennie na lustra dnie próbuję odnaleźć sens Na twarzy ze strachu blednę przez twój jeden gest
STRZELANIE 🔫 GORĄCO 🥵 WOW ⚡ (original: SHOTS FIRED 🔫 HEAT 🥵 WOW ⚡) Bars: Dope 🔥 Delivery: Dope 🔥 Impression: Perfect 💯