Betonowe Sny
Znowu budzi mnie krzyk miasta, nie budzik Na bloku cisza, choć każdy coś knuje w ukryciu Tutaj każdy uśmiech to jak poker face Bo za rogiem może czekać ziom z brzytwą jak blade face Chciałem tylko spokoju, nie złota w kieszeni Ale tu każdy marzy, by raz poczuć się jak królewicz Mama mówiła: "Synu, nie wchodź w to bagno" Ale wciąga jak bagno, jak dym — już za dawno [Refren] To nie bajka, tu nie ma księżniczek Są klatki, ławki i sny połamane na zgiętych grzbietach Ale mam plan, choć życie to ciągły stres Bo kolega by powiedział: "Albo idziesz, albo zgaśniesz" [Zwrotka 2] Nie chcę być kolejnym, co zniknie w systemie Chcę zostawić ślad, nawet jeśli to krwawe wspomnienie Nie mów mi, że nie dam rady, słyszałem to setki razy Teraz to ja mówię światu: spier***, czas zapłacić Nie ma litości — tak tu uczą od dziecka Masz być twardy jak mur, nie miękki jak kredka Więc idę po swoje, nie patrząc za siebie Z butami w błocie, z duszą na niebie Na osiedlu życie tnie jak brzytwa po nadgarstku, Każdy tu coś niesie — krzyż, gniew albo flaszkę, Nie pytaj o jutro, bo dziś to już za dużo.
You may also like

Leave a comment
Znowu budzi mnie krzyk miasta, nie budzik Na bloku cisza, choć każdy coś knuje w ukryciu Tutaj każdy uśmiech to jak poker face Bo za rogiem może czekać ziom z brzytwą jak blade face Chciałem tylko spokoju, nie złota w kieszeni Ale tu każdy marzy, by raz poczuć się jak królewicz Mama mówiła: "Synu, nie wchodź w to bagno" Ale wciąga jak bagno, jak dym — już za dawno [Refren] To nie bajka, tu nie ma księżniczek Są klatki, ławki i sny połamane na zgiętych grzbietach Ale mam plan, choć życie to ciągły stres Bo kolega by powiedział: "Albo idziesz, albo zgaśniesz" [Zwrotka 2] Nie chcę być kolejnym, co zniknie w systemie Chcę zostawić ślad, nawet jeśli to krwawe wspomnienie Nie mów mi, że nie dam rady, słyszałem to setki razy Teraz to ja mówię światu: spier***, czas zapłacić Nie ma litości — tak tu uczą od dziecka Masz być twardy jak mur, nie miękki jak kredka Więc idę po swoje, nie patrząc za siebie Z butami w błocie, z duszą na niebie Na osiedlu życie tnie jak brzytwa po nadgarstku, Każdy tu coś niesie — krzyż, gniew albo flaszkę, Nie pytaj o jutro, bo dziś to już za dużo.