Nie trać nadzieji na to że w końcu życie się zmieni
Nie trać nadzieji na to że w końcu życie się zmieni W kółko problemy, wiem że dasz radę Nawet gdy nie masz co liczyć na tatę Wrócić na chatę czy z kolegami Najłatwiej jest zbłądzić krętymi drogami Dać się omamić narkotykami Samego siebie mieć tutaj za nic Uwierz mi proszę wiem o czym mówię Też swoje życie zamknąłem w tej trumnie Z której tak ciężko jest się wydostać Demony przeszłości nie chcą byś powstał Widzę twarz chłopca zapłakanego Siedzi sobie sam Modli się do Niego Proszę Cię Ojcze zbaw mnie od złego W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Zgadnij kolego co było dalej Nie chciał już słyszeć Weź piwa mi nalej Do narkotyków miał już awersję Przestał popadać w głęboką depresję Zaczął mieć plany snuć te marzenia Które zapragnął tak bardzo je spełniać Życie doceniać w każdym aspekcie Z szczęścia uśmiechać chciał jak najczęściej Chciał jak najczęściej Chciał jak najwięcej Nie chciał jak wcześniej To moja droga, każdy ma swoją Ważne aby nigdy się nie poddawać Ważne aby zawsze pamiętać Pamiętać o tym że jesteśmy dziećmi Bożymi On na Ciebie czeka, pytanie czego Ty chcesz i którą drogę wybierasz Każdy ma wybór Ty tu wybierasz życie w miłości Czy pójście na melanż To Twoja droga Twojego życia Nie idź na skróty Twój szczyt do zdobycia Jeśli zapragniesz i Jemu oddasz Każdy cal życia, zaufasz bez końca Odnajdziesz sedno będziesz miał życie Życie w wieczności czyli na szczycie Wystarczy słowo otwarte serce Proszę nie zwlekaj to wszystko nic więcej
You may also like

Leave a comment
See track description ↑